#pierwszarecenzja, #recenzjapowieści #powieśćobyczajowa #obyczajowa
Jonathan Wilson "Palestyński romans: powieść", przekład Małgorzata Ornat, Wydawnictwo Austeria, Kraków Budapeszt, 2009
„Palestyński
romans” Jonathana
Wilsona
jest książką, na którą zwróciłem
uwagę dzięki zdjęciu na okładce i
intrygującemu tytułowi. To
wystarczyło że
z zainteresowaniem zagłębiłem
się w lekturę.
Jest
rok 1924. Do Jerozolimy, mieście
pod brytyjskim protektoratem, przyjeżdża małżeństwo Marka i
Joyce Bloombergów. On jest londyńskim malarzem, którego
artystyczna kariera przeżywa kryzys. Ona
zaangażowaną zwolenniczką syjonizmu. Żywi
głęboką nadzieję, że uda jej się znaleźć pracę, która
pomoże w tworzeniu lepszej przyszłości. Wkrótce po przybyciu
Bloombergów do miasta, w okolicy ich domu zamordowany zostaje
wpływowy ortodoksyjny Żyd. Do zbadania sprawy z ramienia
brytyjskiej policji oddelegowano młodego komisarza Roberta Kirscha.
Nawiązuje
on romans z Joyce.
Niebawem jej mąż zostaje wysłany w daleką podróż, a ona sama,
początkowo bezwolnie, angażuje się w niebezpieczną działalność
rewolucyjną. I
w niebezpieczny romans.
Kirsch
prowadzi swoje śledztwo z zachowaniem wyjątkowej dyskrecji, gdyż
nawet cień podejrzeń co do narodowości potencjalnego sprawcy,
mógłby doprowadzić do nieprzewidywalnych w skutkach zamieszek na
ulicach Jerozolimy. Stosunki, jakie łączyły wówczas Arabów,
Żydów i Brytyjczyków były bardzo napięte, wszyscy patrzyli sobie
nawzajem na ręce i wystarczył najmniejszy nawet pretekst, by doszło
do konfliktu.
To co obecnie się dzieje na tak zwanym Bliskim Wschodzie, najprawdopodobniej jest tożsame z tym o czym możemy przeczytać u Wilsona.
Sama Jerozolima w tym niespokojnym, ale i interesującym okresie, nie została niestety zbyt przez autora wyeksponowana. Chętnie dowiedziałbym się więcej na temat ówczesnego życia i codzienności w protektoracie. Prywatne rozterki bohaterów odnośnie ich tożsamości i miejsca na świecie oraz emocje, które nimi targają to jedna strona powieści. Trochę tak jak w powieści Katrine Tulli „Nasze życia wymyślone”. To, przypomnijmy, romans, którego bohaterami są Żyd, Arab, i Ona. Bohaterowie ci mają rozterki co do tożsamości narodowej. Z tym że, jak można się domyślić, Wilson nic nie wymyślił.
Głębiej można odnaleźć wielowątkowy splot wydarzeń, których finału nie sposób wcześniej przewidzieć. Ten splot wydarzeń jest spowodowany wcześniejszymi wyborami bohaterów. Moim zdaniem zbyt szybkimi, nerwowymi. Zwłaszcza małżeństwa Bloombergów. Policjant po prostu wykorzystuje ich, nie liczy się z emocjami Joyce i Marka. Ma bardzo jasny cel: przeżyć to co daje los jak najmocniej, jak najintensywniej. Czytając powieść Wilsona miałem nieodparte wrażenie że jest to człowiek – sybaryta, mający na względzie tyko dobro swoje. Przez głowę przemknęła mi myśl że niezbyt przejmuje się dochodzeniem, ma inne cele, a właściwie jeden, bardzo ważny dla niego cel. Za to Joyce krąży wokół Kirscha, jak mucha wokół rozpalonej żarówki. Nie chce, nie może, nie dba o to że za chwilę spłonie.
Ktoś napisał w swojej recenzji że jest zawiedziony tłumaczeniem. Być może nie jest to poprawny przekład, lecz daleko mu do fuszerki. Są jakoweś niedoróbki, to nie ulega żadnej wątpliwości. Ale nie musi ten fakt być tak wyeksponowany jak to uczynił jeden z „recenzentów”. Kto nic nie robi, ten nie popełnia błędów. Jestem z tych, którzy nie lubią dużo mówić o błędach. Wolę skupić się na tych dobrych stronach publikacji. A tych jest sporo w powieści Jonathana Wilsona „Palestyński romans”
Rozumie się, że nie wszystko chcę powiedzieć. Odkrywanie każdej karty z talii jest niebezpiecznym zabiegiem. Otóż Czytelnik może nie zechcieć przeczytać omawianej książki. A mnie jednak zależy na tym, aby Czytelnik poświęcił odrobinę swej samodzielności, i przeczytał książkę bez niczyjej pomocy.
Ocena 5/6
Książkę otrzymałem dzięki współpracy z Sztukater.pl 
Następna książka: "LeoPolka" Marii Woś, już za tydzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz