piątek, 30 sierpnia 2024

 #drugarecenzja #recenzjaksiążki  #biografia #opowieśćbiograficzna




Maria Woś, "Leo-Polka ... a ja się ze Lwowa nie ruszę za próg", Warszawa, PIW, 2023 

Mówi się, że człowiek w pewnym wieku zaczyna wspominać. Maria Woś i jej opowieść „LeoPolka” są na to najlepszym przykładem. Autorka urodziła się we Lwowie, a jak wiadomo to miasto po 1945 zostało poza granicami Polski. A mieszkańcy Miasta zostali porozrzucani po całym świecie. Tym bardziej tęsknota doskwierała Marii, nie mogła przecież wyjść z domu, przejść kawałek drogi i spotkać koleżanki i kolegów z dzieciństwa i wczesnej młodości.

To że zachowała w pamięci Lwów, nie dziwi. Może jednak zastanawiać fakt tak dobrej pamięci Woś. Lecz i to można bez trudu wytłumaczyć. Maria Woś nie tylko mieszkała we Lwowie, ale także kochała to Miasto. Wraz ze wszystkimi wspomnieniami związanymi z Nim.

Proszę zauważyć tytuł opowieści. W nim mamy cząstkę wyrazu Lwów. A w podtytule Maria Woś, cytuje fragment znanej piosenki: „ … a ja się ze Lwowa nie ruszę za próg …”. To jest sygnał dla Czytelnika. Bo chociaż wyjechała z Miasta, to tak naprawdę pozostała w Nim na zawsze.

Jest Maria Woś szczegółową badaczką swej przeszłości. Nieomalże przenika aparatem Roentgena Pamięci to co już przeżyła, to co już poza Nią, a jednak na zawsze z Nią.

Wędrujemy po Lwowie czytając, a jednak tak jakby ten spacer był prawdziwy, autentyczny. Podczas czytania miałem ochotę wziąć do ręki mapę Miasta i pozaznaczać te miejsca o których mówi Maria Woś. A gdzie nie spojrzeć, tam zabytek. Czytelnik mimo woli wędruje nie tylko po Mieście, ale także w głąb historii Polski.

Ale tak naprawdę Maria Woś chce ( to czuć od pierwszych liter opowieści) zmierzyć się z własną przeszłością. Spotyka się z Nią. Dokładniej mówiąc z ludzmi którzy mogą Ją przypomnieć. Ze znajomymi z tamtego okresu. Ze znajomymi z chóru kościelnego. To historia tego chóru, i i historia jego członków jest osią książki „LeoPolka” Marii Woś.

Być może pamięć Woś jest nieprecyzyjna ( a jednak!), ale jednak jej, i tyko jej. Sprawdza, poprawia, rozmawia, dyskutuje. A nawet kłóci się! Widać, że Marii Woś zależy na pełnym, w miarę możliwości obiektywnym i szczodrze prawdziwym obrazie Jej wspomnień.

Dla Czytelnika urodzonego w granicach Polski ustalonych po 1945 roku być może nie ma zbyt dużego znaczenia Miasto Lwów. Oczywiście – jest to historia, ba kawał historii Polski, ale tylko i wyłącznie w granicach … historii. Dla Marii Woś jednak to dzień dzisiejszy. Jakby Autorka wtopiła się w krajobraz pocztówki Miasta, i nie chciała z niego wyjść.

Jest to opowieść pełna cytatów książkowych. Pełna prawdziwego, dobrego, literackiego języka polskiego. Czy wspomniałem, że pani Woś jest dziennikarką? Jest, i to taką prawdziwą z tych najprawdziwszych. Która dba o każde słowo, wypowiedziane czy napisane. Mówiąc krótko i rzeczowo: to jest napisane, a nie odwalone na opieprz. Przepraszam za dość ostre zdanie, ale porównując książkę Marii Woś z innymi, również napisanymi w języku polskim, a jednak nie do końca – muszę stwierdzić pewną, niewątpliwą sprawę. To są dwa różne języki, chociaż ten sam źródłosłów. Ja wybieram słownik Marii Woś stworzony w „LeoPolce … a ja się ze Lwowa nie ruszę za próg …”

Ten który reprezentuje Maria Woś, to jest mój sposób myślenia o języku polskim. Dziękuję Pani.

Ocena 6/6

Książkę otrzymałem dzięki współpracy ze Sztukaterem.pl 






Następna książka: Joseph Conrad " Wybór opowiadań" w nowym tłumaczeniu Magdy ( Magdaleny) Heydel, już za tydzień. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ewa Szumowska , "Jaspijska Wola", Księgarnia Akademicka, Kraków, 2014 Nie tak dawno przedstawiałem, przy okazji wydania „Listy życ...