Mag Egnever, Paradygmat zbrodni, WFW, 2023
Mówi się, i to nie bez powodu, że w literaturze wszystko już było. Autorzy powieści, które powstają teraz i powstawać będą w niedalekiej i dalszej przyszłości, sięgają po znane od dawien dawna tropy literackie. Trop zbrodni nie wymyślił Dostojewski, a już został zapisany w Biblii. Trop podróżowania nie jest wynalazkiem Olgi Tokarczuk, która ten wątek uwypukliła w „Biegunach”, ale widzimy go w „Odysei” Homera. W „Kamieniach na szaniec” Aleksandra Kamińskiego lub w „Kolumbach” Romana Bratnego widzimy wątek – trop matki szukającej swych dzieci. Dzieci te najprawdopodobniej (za)ginęły. Piękny, tragiczny ślad, ale znany przecież z literatury. Taki sam motyw czytamy w micie o Demeter i Niobe.niedziela, 27 października 2024
niedziela, 20 października 2024
Małgorzata Szepelak, Kołowrotek, Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, 2022
Małgorzata Szepelak niedawno zaprosiła mnie do czytania drugiego tomiku poezji, który zatytułowała „Kołowrotek”. Jak może pamiętacie debiut literacki młodej poetki, bardzo mi się spodobał. To jest swoista kompilacja poezji z prozą życia. Jeśli kto nie wie w czym rzecz, zapraszam do recenzji „Kufra cedru pełnego”.
czwartek, 17 października 2024
Mirella Waleczek, "Siedem kobiet", tłumaczenie z niemieckiego Monika Twardoń, Biblioteka Śląska, 2024
Zbiór opowiadań „Siedem kobiet” Mirelli Waleczek to lektura nie pozwalająca spokojnie spać. A jednocześnie Czytelnik nie może się oderwać od niej. Jest to uczucie schizofreniczne, bardzo często występujące, gdy sięgam po nowy tytuł. Nie znając Autora, zawierzam notce Wydawcy zapisanej na trzeciej stronie okładki.
Niestety dla mnie, dla mijającego czasu, zbyt często natykam się na „niewypały”, książki o których pisze się dobrze, nawet bardzo dobrze, a jednak nie są warte przeczytania. Z „Siedmioma kobietami” jest inaczej. To strzał w dziesiątkę.
Każda z opowieści nosi tytuł będący jednocześnie imieniem kobiety. Historie siedmiu Ślązaczek są podane bez żadnych upiększeń, bez grubych i ciemnych zasłon w oknach. Skomplikowane doświadczenia bohaterek, zwłaszcza ze względu na położenie geopolityczne Śląska, stanowią kanwę tych opowiadań. Pokazujących w skrócie osiemdziesiąt lat życia na tej trudnej z wielu przyczyn, ziemi.
Napisałem: „w skrócie”, ponieważ to zaledwie kilka z wielu opowieści, które mogłyby być napisane. Jednak i z tych „skąpych” informacji które podaje Waleczek możemy wiele wyczytać, dużo dowiedzieć się o życiu kobiet na Śląsku. Gwałt, samobójstwo, upokorzenia, bicie, przemoc finansowa. To nie jest raport policji z patologicznego osiedla. To są główne tematy, wątki poruszane w „Siedmiu kobietach” Mirelli Waleczek. Autorka stawia kawę na ławę, buduje obrazy z otaczającej rzeczywistości. Jednak nie epatuje złem, skrywa go między wersami, trzeba go się domyślić. Można nawet śmiało powiedzieć, że są to historie napisane delikatnym, wręcz subtelnym, kobiecym językiem. Jak to się Autorce udało, najlepiej przekonać się samemu.
Na marginesie powiem, że świat śląskich filmów Kazimierza Kutza nie ma nic wspólnego z tym oto światem, o którym mówię w tej recenzji. Bardzo ciekawy reżyser przedstawia Śląsk jako pole batalii o tożsamość narodową. Mirella Waleczek zaś obnaża ( w przenośni i dosłownie) skromne i jednocześnie swoiste życie. Może nie do końca przemyślane, zadbane, ale trzeba przyznać że te kobiety są charakterne, mają w sobie dużo dumy i przekonania o słuszności własnych racji.
Czas je przedstawić. Pierwsza ma na imię Marta. Daleka dla otoczenia i wciąż swój „wzrok kierowała do wnętrza”. Stawiała czoła cierpieniom. Kiedy chciała była twarda, a kiedy mogła była miękka. Racjonalna i wyczuwająca przyrodę oraz myśli innych. Oplata ją realizm magicznym.
Druga dziewczyna to Tila. Charakter trudny do rozgryzienia. Zachowuje się jakby cierpiała na chorobę dwubiegunową. Nie wie czego chce? W tle, ale bardzo wyraźnym, widzimy jej ojca.
Historia trzeciej, Fridy, charakteryzuje ból. Ból, którego nie chciała przerwać. Niszczył ją i jej dzieci. Powodował, że czuła się nikim w swoich oczach. Rodził się we mnie bunt i niezrozumienie, ale ileż dookoła dzisiaj jest kobiet, które są zakładnikami bólu Fridy.
Nie wiemy jak by się potoczyły losy siedmiu kobiet o których pisze Waleczek, gdyby nie urodziły się na Śląsku. Podobno jest to kraina tak odległa od reszty Polski, że trudno zrozumieć że leży w jej granicach. Bo tak naprawdę każdy medal ma dwa oblicze, dwie strony. Co może być błogosławieństwem, to jednak może stać się przekleństwem. Bardzo długo toczy się dyskusja o Śląsk, śląskość. Dwadzieścia, a nawet może trzydzieści lat. Niedawno rozbrzmiewały głosy poparcia o naukę języka śląskiego w szkołach. I właściwie nic z tego nie wynikło.
Zbiór opowiadań „Siedem kobiet” ma prawo być kolejną cegiełką do budowy tego gmachu, któremu na imię Śląsk. Może tym razem, słowem pisanym …
Ocena 6/6
niedziela, 13 października 2024
Małgorzata Szepelak, Kuferek pełen cedru", Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, 2019
Obłożony jestem wierszami z tomiku „Kufer pełen cedru” Małgorzaty Szepelak. Jest to nietypowy tomik wierszy, bardzo oryginalnie skomponowany. Otóż obok wierszy czytamy fragmenty pamiętnika Autorki. Jak sama wyjaśnia w jednym z wywiadów, Autorka wkłada do kufra ( patrz: tytuł!) te rzeczy które są istotne w każdej chwili. W każdej chwili można je wyjąc, i odczytać na nowo.
środa, 9 października 2024
Maciej Blacha, A poezja nas uniesie, WFW, 2024

Słońce wschodzi, unosi się nad horyzont. Wstaje nowy dzień. Podobno to właśnie w takich chwilach rodzą się anioły. Taki mały cud tworzenia.
Pisanie wierszy to jest również taki mały fenomen. Zrozumieć życie, niejednokrotnie skostniałe, zamglone – gdy światło latarni morskich jest uwięzione wśród ostrych skał.
Tak bywa, że morze podobne jest życiu ludzkiemu. Nikt nie wie gdzie się kończy, a połyskuje żalami i tęsknotami. Wypełnia twoje oczy i szumi niezrozumiałymi dla większości ludzi słowami.
Bo tylko poeta zastanawia się nad istnieniem czy nieistnieniem siebie. Dla przeciętnego zjadacza chleba istnieje lustro, w którym odbicie ciała jest informacją o bytności na tym padole łez i wiecznych pytań. Poeta wymaga czegoś większego, czegoś bardziej natchnionego. Lustro jest tak banalne, że aż boli to życie, ten trywializm. Poeta jest rozdarty, przecież tylko bywa od czasu do czasu sobą. A tak naprawdę jest człowiekiem. Tylko, aż – zależy od odbiorców, czytelników.
Morze wciąż woła, wręcz krzyczy. Poeta wyławia szum, to coś czego nam, maluczkim, brakuje. Coś o co można się potknąć, a jednocześnie coś od czego można się odbić. Wszystko podlega dyskusji. Człowiek ma skłonności, jest zapalczywy w nienawiści, a boi się miłości. Zdradza, i nie jest mu przykro. Nie docenia drugiego człowieka, boli go brak egoizmu.
Osiada na mieliźnie. Przyjaciele rozeszli się po świecie, i brakuje miłości bliźniego. Bo można oszukiwać samego siebie, robić notatki na marginesach życia. Jednocześnie któryś z dawnych przyjaciół umiera, i nie możesz go przytulić. Lecz może się wydarzyć gorsza rzecz. Spotkanie po latach okaże się pustym wspomnieniem ciekawej, żywej relacji.
Zapatrzysz się na białe żaglówki chmur, rozmyślasz o tych i innych prawdach, które nosisz w sobie. O pogorzelisku, które było kiedyś domem. O kamieniu na którym zostało wyryte czyjeś, już zapomniane, imię? Ten człowiek już nie wróci. Lecz nie dlatego że nie może. On już nie chce. Nie wszystko jest stałym porządkiem świata.
Słońce zachodzi. Zabiera ze sobą tajemnice dnia: ciepło, światło, oczy do patrzenia. Barwy nieba stają się coraz bardziej matowe. To czas na odpoczynek. Na przemyślenia o życiu.
Maciej Blacha wydał w tym roku tomik wierszy pod tytułem „A poezja nas uniesie” w wydawnictwie WFW. Jest to wydawnictwo niszowe, mające ambicje wydawania nieznanych dotąd poetów i prozaików. Takim debiutantem jest właśnie Maciej Blacha.
Szczerze powiedziawszy nie odczułem pełnej satysfakcji czytając „A poezja nas uniesie”. Czegoś brakuje, a czegoś tu za dużo. Za dużo słów, esencja wierszy zbyt gęsta. Wiele by te wiersze zyskały, gdyby wykreślić na zawsze jedną trzecią z każdego utworu. Poezja karmi się obrazami i trafnymi skojarzeniami. A w wierszach Macieja Blacha ani jednego, ani drugiego. No, może zalążek skojarzeń, ale tylko takie małe nasionko widać. Posługuje się pan Maciej liczmanami, znanymi od lat, i używanymi raczej w prozie, niż w liryce. Trzeba się zdecydować, niektóre tematy nie są dobrze widziane w poezji.
Staram się zrozumieć sens wydania niniejszego tomiku wierszy. Blacha mówi o poważnych sprawach, jak miłość, śmierć, rozstania, zdrada. Widać że Poeta niejednokrotnie cierpiał, jest zapewne wrażliwym człowiekiem. Mówię to po to, by Czytelnik zrozumiał, że Maciej Blacha nie pisze wierszy z przymusu. Tacy też się zdarzają. Nie, pan Blacha aż takim desperatem nie jest.
Ocena 3/6
niedziela, 6 października 2024
pierwsze polskie wydanie powieści znakomitego Noblisty z 1978 roku
Izaak Baszewisz Singer, Odwiedziny, tłumaczenie Krzysztof Modelski, Wydawnictwo Fame Art, 2023
To nowa książka Izaaka Baszewisa Singera na polskim rynku wydawniczym, lecz nie w twórczości znakomitego amerykańskiego pisarza żydowskiego pochodzenia, ale urodzonego w Polsce. Singer napisał ją w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, a przecież Autor nie żyje już bez mała trzydzieści lat. Można zatem ( pół żartem, pół serio) powiedzieć że tłumaczenie tej powieści jest pogrobowe. Myślę, że to praca nader ważna i kłopotliwa zarazem. Toż Singer nie może jej ocenić, ale jego czytelnicy mają jeszcze jedną szansę przebywania z wielką literaturą zdobywcy Nagrody Nobla z roku 1978.
„Odwiedziny” to kolejny powrót Izaaka do przedwojennej Warszawy, do lat jego młodości. Tym razem do światka przestępczego. Maks i Flora są właścicielami fabryki torebek damskich w Buenos Aires, a tak naprawdę zajmują się handlem żywym towarem. Przyjeżdżają do Warszawy, aby zwerbować „panienki” do domów publicznych. Nostalgiczna podróż do miasta młodości, jest pierwszym krokiem ku przepaści.
Maks i Flora odwiedzają starych znajomych, Leę i Mayera. Między czworgiem znajomych tworzy się pewnego rodzaju więź. Kto zna sztukę teatralną Gabrieli Zapolskiej „Skiz”, ten już się domyśli o jaką bliskość chodzi. Jeśli to za mało podpowiedzi dla czytelnika, mogę dodać że ze zdziwieniem stwierdziłem że to właśnie Singer - tak mi się wydaje, odkrył dla współczesnej literatury, zjawisko znane pod nazwą otwarte małżeństwo. W omawianej powieści „Odwiedziny” widzimy pierwociny tej aktywności społecznej.
Na kartach powieści pojawia się również postać o imieniu Szosza, młoda, zagubiona, infantylna chociaż zarazem urocza dziewczyna. Dla znawców twórczości Singera to imię nie jest obce. Przypomnimy zatem że Izaak Baszewis napisał prozę pod tytułem … „Szosza”. Szosza jest hebrajską wersją imienia Zuzanna. Szosza ( ta z powieści o tym tytule) to dziewczyna, prawie dziecko, z bogatym życiem wewnętrznym. Istota niezwykle wrażliwa, umiejąca kochać całym sercem i całą duszą swoją. Istnieje legenda mówiąca o znajomości Singera z dziewczyną o tym dość zaskakującym imieniu, a powieść jest wspomnieniem pierwszej miłości Pisarza. Przyjmijmy że w tej legendzie jest dziewięćdziesiąt procent prawdy, poza tym można tę opowieść przeczytać w bardzo poważnych publikacjach.
Czy po raz drugi Izaak Baszewis Singer sięga po motyw pierwszego zauroczenia? Nie, tym razem nie. To raczej fantazje starzejącego się mężczyzny. Tym mężczyzną stanie się Maks, a Szosa córką przyjaciela z dawnych lat.
Jeśli Vladimir Nabokov wprowadził do światowej literatury analizę psychofizyczną fascynacji erotycznej powstałą między dojrzałym kochankiem a młodziutką kobietą, to Singer nie przejmował się psychoanalizą fruedowską. Po prostu zapisał zastaną sytuację jeden do jednego.
To jest tak, że są chwile, gdzie nikt nie dziwi się toczącym się zdarzeniom. Maks, łącząc swoje życie z Szoszą, zaplątał się w sieć kłamstw i niedopowiedzeń, że naprawdę trzeba nie mieć wyobrazni aby nie odgadnąć finału opowieści.
Wątkiem oplatającym historie miłosne jest temat sensacyjny. Głównym bohaterem tego wątku jest również Maks. ( Bogiem a prawdą Maks jest głównym bohaterem całej powieści) Trochę tu klimatu z życia Szpicbródki, Taty Tasiemki czy Urke – Nachalnika, a trochę z przedwojennych wielobarwnych rewii. Świat zasymilowanych żydów przeplata się z krainą pecyn gojów z przedmieść Warszawy. Przemyślenia Maksa i innych bohaterów są jakby wzięte wprost z Tory, skażonej jednakże pomysłami urodzonymi w grzesznym sercu i grzesznej głowie człowieka. Inaczej mówiąc: przedwojenna Warszawa oczyma Singera jawi się jako lupanar różności. Lecz przeważają te złe, obrzydliwe strony ludzkiego życia.
Być może nie jest to najlepsza Jego powieść, ale warto przeczytać, aby zrozumieć do końca Izaaka Bashewisza Singera. Zwróciłbym uwagę szczególnie na wątek kryminalny, rzadko występujący w twórczości amerykańskiego pisarza urodzonego w Polsce, w żydowskiej rodzinie rabina z Leoncina. Warto przyjrzeć się jak człowiek w wychowany na Talmudzie, ale również i w tyglu amerykańskiego Manhattanu, patrzy z perspektywy czasu na ten świat warszawskich zbrodniczych przedmieść. Mówi się, raczej nie bez powodu, że dzieciństwo i młodość kształtują charakter człowieka.
Książkę przeczytałem dzięki współpracy ze Sztukaterem
środa, 2 października 2024
Jadwiga Malina, "Przysłona", Cyranka, Warszawa, 2024
Ewa Szumowska , "Jaspijska Wola", Księgarnia Akademicka, Kraków, 2014 Nie tak dawno przedstawiałem, przy okazji wydania „Listy życ...
-
Monika Zając - Czerkies, Prze(d)świt, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, 2024 W 2023 roku Monika powiedziała w ten sposób o poezji: „Myślę, ...
-
Andżelika Horbowicz "Pozory szczęścia", WFW, 2022 Andżelika Horbowicz zadebiutowała w roku 2022 powieścią „Pozory szczęścia”. Jes...
-
J acek Słowiński, Spowiedź kanarka, WFW, 2024 „Spowiedź Kanarka” to książka, która zdecydowanie wymyka się schematom literackim. W pierwsz...







