niedziela, 24 listopada 2024

Andżelika Horbowicz "Pozory szczęścia", WFW, 2022






Andżelika Horbowicz zadebiutowała w roku 2022 powieścią „Pozory szczęścia”. Jest to romans, w którym zwyczajne sprawy mają ogromne znaczenie, kształtują charakter bohaterów i prowadzą go ścieżką przeznaczenia. Czyli mówiąc krócej i dobitniej: to już grali, gdzieś już to czytałem. Do tej kwestii powrócę pod koniec artykułu, pora na przedstawienie personae dramatis.

Michalina Dąbrowska chce wydać powieść, byłby to jej debiut. „Ciekawie się zaczyna”, pomyślałem, „ Debiutantka pisze o debiutantce. Być może przedstawi swoje wrażenia ze współpracy z Wydawnictwem”.

Bohaterka powieści spotyka się z przedstawicielem jednego z wielu na polskim rynku wydawnictw: nazywa się Patryk Romanow, jest przystojny i elegancki, lecz i tak ta rozmowa nie jest zbyt przyjemna, wręcz okazuje się niewypałem. Nic zatem dziwnego że Michalina umawia się z redaktorem innego wydawnictwa. I cóż za zdziwienie pojawia się w jej oczach, gdy na spotkanie przychodzi … Patryk Romanow.

To pierwszy zwrot akcji w powieści, dość szybko zastosowany. „Pozory szczęścia” Andżeliki Horbowicz jest niedużą, niedługą powieścią, i prawdopodobnie z tego właśnie powodu Pisarka skraca dystans do Czytelnika, używając obrotu spraw tak szybko i dynamicznie.

Romans Michaliny i Patryka jest tylko konsekwencją podwójnego spotkania. Jakby Andżelika Horbowicz chciała w pigułce pokazać komplikacje w relacjach damsko-męskich. Nie pierwsze wrażenie się liczy. Tylko to co nastąpi po.

Tak naprawdę po „Pozorach szczęścia” możemy się spodziewać wszystkiego. Wszak jest debiutem, debiutem młodej kobiety. A połączenie młodości z debiutem oznacza mieszankę z szybkim zapłonem.

I nie chodzi tylko o szybkie zakochanie głównej bohaterki, nie tylko. Jest w powieści, poza wszystkim, duży ładunek emocji. Wynika on z wątku miłosnego, to oczywiste. Lecz nie tylko. Czytając powieść Andżeliki Horbowicz mamy wrażenie że Pisarka poruszyła wszystkie możliwe struny aby napisać „Pozory szczęścia”.

To tak jakbyś, Czytelniku/Czytelniczko, tuż po gorącym spotkaniu z kobietą/mężczyzną, szedł/szła ulicą i wysyłał/wysyłała przechodniom bagaż poruszeń. Inaczej mówiąc, Horbowicz zaangażowała hektolitry uczuciowości w napisanie debiutu.

Czy to dobry krok na początek drogi literackiej? Trudno wyrokować. Wiadomo, że młodość jest niecierpliwa i robi przy tym błędy. Lecz nie same błędy wynikają z tej niecierpliwości. Powieść „Pozory szczęścia” jest napisana ciekawym stylem, który na długo zostaje w Czytelniku. Autorka w większości stosuje pojedyncze, nieprzegadane zdania. Gdzie nie gdzie widać równoważniki zdania.

Mam takie przeczucie iż Andżelika Horbowicz pisała „Pozory szczęścia” według planu. Być może odchodziła odeń w nieznane tereny, ale szybko wracała na wyznaczone tory. Widać te „kombinacje” pod koniec powieści. Niecierpliwość znowu dała znać o sobie.

Stąd błędy. Być może popełniono błąd podczas redakcji powieści. Ale kto nie robi błędów? Jest taka niepisana (!) reguła mówiąca że debiut to połączenie dynamiki i potknięć. Starałem się wykazać w tym artykule że dotyczy to również i Andżeliki Horbowicz.

Nie jest to jednak wada Pisarki czy, broń Boże, zwichnięcie pióra. Tak już jest, tak ma być.

I brew wszystkiemu tworzymy piękny krajobraz. Pejzaż, może z rysą, ale co za widoki! Widoki na przyszłość!

Widać potencjał u Andżeliki Horbowicz, zwłaszcza w umiejętności budowania samej opowieści. Co prawda, niejedna już powieść opiera się na podobnym pomyśle. Lecz cóż z tego? A czy nie wolno nam, czytelnikom, od czasu do czasu przypominać tej samej „bajki” dla dorosłych? Oczywiście że wolno.

Któż nie lubi w okresie koło bożonarodzeniowym przeżywać historii Kopciuszka czy Sierotki Marysi? Ja lubię, nawet gdy to tylko pozory szczęścia.

 Barbara Korta - Wyrzycka, Kółko konsekrowanych wdów, Wydawnictwo Mamiko, 2018




Barbara Korta – Wyrzycka proponuje krótką, a nawet minimalistyczną prozę. Jej debiut, książeczka pod tytułem „Konsekrowane wdowy i inne opowiadania” jest podzielona na dwie części. W pierwszej znajdziemy dłuższe, chociaż nie tak obszerne opowiadania. W drugiej czytamy miniopowiadania zajmujące zaledwie dwie, trzy strony. Wszystko obejmuje sto ( dosłownie!) stron. Ani strony mniej, ni strony więcej.

Emocji za to jest pod szczyty najwyższych gór. Każde z opowiadań przynosi inny rodzaj poruszenia. Strach, zwątpienie, radość, powątpiewanie. Miłość, obojętność, strach. Czytelnik powinien przyznać rację że jak na sto stron to wrażeń aż nadto. Może zastanawiać jak Autorka zmieściła na tak małej przestrzeni tyle treści wybuchającej co chwila jakowymś niepokojem czy niestabilnością.

Odpowiedz jest prosta, jeśli znamy biografię pani Barbary. Otóż Pisarka jest członkiem Stowarzyszenia Twórczego Polart, Jest sekretarzem redakcji pisma artystyczno-literackiego Hybryda. Z pewnością te dwie szkoły ( nie boję się użyć tego miana) pozwoliły Pani Korta -Wyrzyckiej pozwoliły na wyszkolenie pióra Autorki, która poza tym wszystkim pracowała w dwóch wydawnictwach naukowych. Aby czytelnik miał pełen obraz osoby Barbary Korty – Wyrzyckiej, trzeba dodać uczestnictwo w zajęciach Peronu Literackiego, online ( na facebooku) oraz na żywo ( Kraków).

Czyli całe życie pracy ze słowem. Z materią która pozwala na przekształcanie, modelowanie, umalowaonie na nowo świata. Można w ten sposób przemeblować już dobrze urządzone mieszkanie czyli przemetaforyzowanie pojęć. Lecz popatrzmy na to samo umeblowane mieszkanie poprzez użycie odpowiednich soczewek. One jak gdyby przerobią ten sam materiał pod innym kątem, a my powinniśmy się zastanowić nad sensem obrazu który właśnie zobaczyliśmy. Tak jak główna bohaterka tytułowego opowiadania. Przez parę chwil życia patrzyła, a nie widziała. Jej świat ograniczał się do rozkazów męża i pieniędzy które wydzierał żonie. Po śmierci główna bohaterka opowiadania poczuła ulgę, lecz nie jest na tyle samodzielna, że nie potrafi cieszyć się życiem. Wszystko ma zmienić próba zbliżenia się do jednej z wielu wspólnot kościelnych. Lecz czy kobieta widzi wszystko? Przez szkło powiększające czy przez szkło wykrzywiające rzeczywistość?

Trzy pióra”, następne opowiadanie, kojarzy się z Adamem Bahdajem, pisarzem książek dla młodzieży. Harcerstwo, las, przeciwności losu, który zabraniają bohaterom żyć spokojnie i wygodnie. Wyczułem także obecność Piętaszka, bohatera awanturniczej powieści o rozbitku który przez dłuższy czas przebywał na samotnej wyspie.

Z miniatur zapamiętałem fragment pod tytułem „Bezdomni kochankowie”. Ta proza przywołuje historię biblijną o starcach i Zuzannie. Dwaj starcy zapałali żądzą do młodej kobiety. Podglądali ją gdy się kąpała. Co prawda w opowiadaniu Barbary Korty – Wyrzyckiej występuje jeden starszy człowiek i dwoje kochanków, lecz sam motyw naruszenia intymności seksualnej jest obecny w „Bezdomnych kochankach”.

Chociaż dwa wymienione opowiadania dzieją się w różnych przestrzeniach i w rożnych okresach, jednak mają wiele wspólnych punktów. Wyczuwa się że te historie wydarzyły się naprawdę. To oznacza sympatię i odpowiedzialność Autorki wobec Czytelnika. Po drugie bohaterki, a także bohaterowie opowiadań mierzą się z nieułożoną przeszłością, traumatycznymi doświadczeniami. Mają wyrzuty sumienia z powodu niepodjętych działań. Siłują się z brakiem woli, niemożnością czynu. Fabuła służy im jako forma oczyszczenia, uwolnienia się, uładzenia, zapomnienia o przeszłości. Postaci przechodzą pewną drogę, aby coś zrozumieć, wywołać w sobie zmianę, metamorfozę. Po trzecie każdy tekst jest napisany subtelnym słowem, krajobrazem wywołującym poetyckie skojarzenia.

Nie ma w tym sformułowaniu cienia przesady. Wszak pani Barbara bywa poetką, co już niejednokrotnie udowodniła na Peronie Literackim Biblioteki Kraków.

Kółko konsekrowanych wdów i inne opowiadania” są propozycją na miły wieczór z kawą i ciastkami. Przy czym możemy o deserze zapomnieć, książka Barbary Korta – Wyrzyckiej jest naprawdę wciągająca i, co jest bardzo ważne w opowiadaniach, pointy ( wszystkich utworów!) są zaskakujące. Samo to, odnaleźć takie zakończenie, aby wbijało w fotel, krzesło czy na czymkolwiek siedzimy, to już jest mistrzostwo.


Książkę otrzymałem od Autorki, wielkie podziękowania 



niedziela, 17 listopada 2024

 Piotr Zaczkowski, Bajki niepoprawne, Wydawnictwo Biblioteka Śląska, Katowice, 2024




Dekameron” Giovanniego Boccaccio powstał poprzez fakt zarazy, dokładniej dżumy. Jest to zbiór stu nowel które w ciągu 10 dni w roku 1348 opowiada dziesięć osób. Schroniły się one tak naprawdę przed śmiercią. W czternastym wieku medycyna nie znała szczepionek, a to co proponowała w żadnym razie nie chroniło ludzi przed utratą życia.

Nie wiem czy Covid – 19 można porównać z dżumą z czternastego wieku, lecz z pewnością jednym z owoców choroby z 2022 roku był wysyp opowiadań czy powieści o podobnej tematyce co „Dekameron” Boccaccia.

Tym razem jest to Piotra Zaczkowskiego zbiór króciutkich opowiadań zatytułowany „Bajki niepoprawne”. Osiemnaście utworów bez jasnej pointy, z małym wyjątkiem, ale z jednoznacznym przesłaniem: „ Coś się przełamało w naszym życiu, wprowadzono dysharmonię, złamano dotychczasowe zasady”. Przymiotnik użyty w tytule wiele mówi o bajkach Zaczkowskiego. Niepoprawne, ale jednak bajki. Dziejące się gdzieś obok nas, nie za siedmioma rzekami, siedmioma górami. Bez księżniczek uwięzionych w wysokiej baszcie. Bez królewiczów na białym koniu szukających właścicielki złocistego pantofelka. Bez smoka ziejącego ogniem i siarką, i zjadającego niewinne dziewice. Naszymi sąsiadami, a tak powinniśmy traktować bohaterów bajek Piotra Zaczkowskiego, nie są krasnale i Rumburaki. To tak naprawdę my, tylko odbici w lustrze. Bardzo często wykrzywiającym rzeczywistość. Żyjemy bez sztuki, bez literatury, nauki i wolności. Mamy za złe innym że mają swój własny świat, obcy naszemu. Nie integrujemy się, pozbawiamy siebie przyjemności integrowania z otoczeniem.

Mam takie wrażenie, już po przeczytaniu „Bajek niedopasowanych”, że są one nie tylko opisem rzeczywistości, ale także i dogłębną analizą psychologiczną, a i także jakowymś zaleceniem postępowania na przyszłość. Nie wieszczeniem z fusów, a właśnie wskazanie kierunku działania. Bajki zatem przemieniają się w teksty opiniotwórcze, petycje, sugestie. Być może dlatego utwory Zaczkowskiego nie mają zarysowanych point. To czytelnik powinien dopisać przesłanie. Aby uzmysłowić w jakim żyjemy świecie. Aby nie było zaskoczenia. Chociaż jak by się tak dokładnie przyjrzeć …

Zaskoczenie jest. Ostatnia bajka. Z premedytacją mówię „bajka”, a nie opowieść, bo utwór naprawdę wykorzystuje wszystkie znamiona klasycznej bajki.

Poza tym materia opowieści jest „bajkowa”. Oto o kotku opowiada tekst pod tytułem … „Nasze koty”. Prawda że bardzo uroczy temat na bajkę?

Jest jednak pewien haczyk. Prawdopodobnie Piotr Zaczkowski nie byłby sobą, czyli cynicznym ironistą, gdyby nie dopełnił zawartości miski łyżką dziegciu. Chodzi o … pointę. Tak, jest i pointa, ale inna niż by się Czytelnik spodziewał.

Wysmakowana i bezbłędna. Związana z ciepłem domowego ogniska. Bardzo dobrze nadająca się na zakończenie tomiku jako podsumowanie całości. A to że jest gorzka i gęsta?

Najwidoczniej tak widzi Piotr Zaczkowski świat według covidu. Niezbyt miło i przytulnie. Czy oswoimy się z tym stanem rzeczy? Czy będziemy mądrzejsi o jeszcze jedną chorobę? Czy może jesteśmy coraz bliżej katastrofy ekologicznej i biologicznej?

Czy doświadczymy procesu starzenia? Bycia nieprzydatnym? Jesteśmy znużeni i zmęczeni? Szczególną formą zniewolenia czyli samym życiem?

Często przychodzimy na przystanek spoznieni o kilka minut. To nie wyraz oporu, buntu – w bajkach Piotra Zaczkowskiego to alegoria raczej. Nie alegoria na jaką stać Autora. To znak, symbol dzisiejszych czasów. Śpieszymy donieść ( cokolwiek), a i tak spóźniamy się. Paczka nie zostanie nadana na czas.


Ocena 6/6


Książkę zrecenzowałem dzięki Sztukater.pl









wtorek, 5 listopada 2024

 Magdalena Ajeddig , "Kamienie i motyle", Warszawa,  Wydawnictwo MocMedia, 2024




Rzucony krzywo kamień w stronę człowieka może zrobić krzywdę. Motyl za to jest synonimem łagodności, wolności, swobody latania. Te dwa podmioty Magdalena Ajeddig połączyła spójnikiem „i” w tytule debiutanckiej powieści. Są to nie tylko dwa oddzielne obrazy, krajobrazy nie mające nic wspólnego ze sobą. Są to również dwa światy, odległe geograficznie, społecznie, politycznie i, co jest bardzo ważne, kulturowo. Pierwsze miejsce nazywa się Kraków. Drugie – Afganistan.

Co je łączy? Główna bohaterka powieści mieszka w mieście pod Wawelem. Pewnego dnia dostaje wiadomość że jej dawny narzeczony został uprowadzony w dalekim, nieprzyjaznym mieście Mazar-i-Szarif. Beata, kobieta tuż po rozwodzie, postanawia zorganizować ekspedycję ratunkową.

Nie wie co zastanie na miejscu, nie jest pewna czy dobrze robi chcąc pomóc. Nie zadaje tego jednego, jedynego pytania – co chce osiągnąć poprzez pomoc swemu byłemu narzeczonemu? Pola, jej najlepsza przyjaciółka, wspiera Beatę, i chociaż nie zawsze ją rozumie, zawsze poda jej pomocną dłoń.

Z pewnością jest to ciekawy początek dość dobrze zapowiadającej się powieści. Czytelnik z pewnością od pierwszych akapitów powieści złapie kontakt z bohaterką. Z jej problemami, dylematami.

Może jednak zdziwi go to że w życiu Beaty aż tyle jest przypadkowych zdarzeń, które przyśpieszają akcję tak niemiłosiernie szybko, że wystarczyło dwieście piętnaście stron na całą opowieść. To wygląda tak, jakby Autorka śpieszyła się zakończyć powieść.

Mogę zrozumieć scenarzystów filmowych, którzy obmyślają sześćset pięćdziesiąty czwarty odcinek popularnego serialu. Po jakimś czasie po prostu brakuje nowych, świeżych pomysłów. I wtedy właśnie stosują zbieg wszelkich możliwości, jakie tylko przyjdą im do głowy. Lecz Magdalena Ajeddig napisała niezbyt długą powieść, w której było miejsce na inne zabiegi literackie niż koincydencja w czasie i przestrzeni.

Jest to jedyny słaby punkt powieści. Wynika on prawdopodobnie z faktu debiutu młodej pisarki. Na całe szczęście jest siła w „Kamienie i motyle”. Bezpośrednia narracja i ukierunkowanie uwagi czytelnika na problemy kobiet mieszkających w Afganistanie. Poza tym mam wrażenie że opowieść Pani Magdaleny jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Jakiś czas temu wszystkie stacje informacyjne podały wiadomość o porwaniu polskiego dziennikarza. Być może Magdalena Ajeddig zasugerowała się tym zdarzeniem pracując nad powieścią. A wątki miłosne dopisała z własnej nieprzymuszonej wyobrazni.

Bardzo celnie dopisała. Romansowe okoliczności bardzo pasują do całej opowieści. Pasują, chociaż w pewnym momencie zadałem pytanie „Czy tak powinna postąpić kobieta dwa razy zawiedziona w miłości?” W jakim celu tak naprawdę organizuje ekspedycję ratunkową? Aby o czym się przekonać? Moje pytania, a tak naprawdę wątpliwości rozwiało dopiero zakończenie. Jeśli spodziewacie się tradycyjnego, pełnego wzruszeń i poruszeń końca wszelkich udręk, to nie czytajcie „Kamieni i motyli” Magdaleny Ajeddig. To właśnie zakończenie tej powieści daje najwięcej niedopowiedzeń, a jednocześnie brak perspektyw na ciąg dalszy włącznie z zachłyśnięciem ostatnią kroplą wody.

„Kamienie i motyle” Magdaleny Ajeddig czytałem w cichości mieszkania. Zajęło mi to trzy dni. A jednak postanowiłem zapytać samego siebie czy przeczytałbym, czy zdążyłbym ją przeczytać w pociągu relacji Warszawa – Ustka. Załóżmy że zacząłbym czytać na pierwszej stacji, a odległość między pierwszym a ostatnim przystankiem jest niebagatelnie duża. Zdążyłbym? Pewnie tak, pod warunkiem że nikt i nic by mi nie przeszkadzało. I zadaje sobie pytanie: z czym bym wysiadł na peron stacji Słupsk? Z wieloma pytaniami i wątpliwościami, odpowiadam. Z notatkami w kajeciku.

Które wszystkie by zniknęły w piasku i słońcu niedalekiej plaży nadmorskiej w P. Czyli „Kamienie i motyle” warto czytać powoli i z namysłem. Bez biletu na pośpieszny pociąg.


Ocena 5/6

niedziela, 3 listopada 2024

Julian Stryjkowski, Milczenie, Wydawnictwo Literackie, 1993



 Jedynym powodem, dla którego przyjaciel milczy, jest jego śmierć. Kiedy człowiek którego nazywaliśmy przyjacielem żyje, ale milczy - nie jest godzien nazywać się przyjacielem. A cóż jeszcze powiedzieć, gdy znajdzie bardzo szybko kolejnego przyjaciela.

Główny bohater opowiadania "Milczenie" dowiaduje się że człowiek do niedawna jeszcze mówiący "Mój przyjacielu" jest gejem. Homoseksualizm jest głównym wątkiem prozy Stryjkowskiego. To coming out pisarza. Napisane krótkimi zdaniami, jakby wstyd i zażenowanie towarzyszyło temu wyznaniu. Bez szczegółów, bez przymiotników. Opowiadanie otwarte, bez wyraźnej pointy. Młodość, która jest drugim wątkiem opowiadania, jest nieograniczonym krajobrazem. Nawet gdy przeżywamy rozczarowanie.
Opowiadanie nic nie ukrywa ani nie upiększa, przeciwnie, łamie czytelnikowi serce i nawet po kilku dekadach jest aktualne dla osób nie-hetero. Stryjkowski cytuje na samym początku wiersz Konstandinosa Kawafisa pod tytułem "Pragnienia", który to wiersz pojawia się jeszcze pod sam koniec opowiadania:

"pięknym ciałom umarłych, których nie tknęła starość
i zamknięto je, płacząc, w mauzoleum wspaniałym,
gdzie kwiaty, u głowy róże, u stóp jaśmin,
podobne są pragnienia, które nie wypełnione
przeminęły, rozkoszy ani jedną nie obdarzone
nocą, ani promiennym jej brzaskiem."


Drugie opowiadanie "Spacer leśną drogą" również traktuje o milczeniu. Jednak milczenie w tym opowiadaniu ma zupełnie inną wymowę niż to z tytułowej opowieści. Tu chodzi o poznanie tajemnicy o wiele bardziej doświadczonego kuzyna i nie podejmowanie tematu. Ze wstydu, braku erudycyjności. Jakbyś wpatrywał się w pewne wydarzenie, i wyciągał z niego wnioski tylko dla siebie; nie dla głównego bohatera zdarzenia.
Ta prosta opowieść nieco sztampowa i nader banalna, nie jest pozbawiona swoistego uroku. Na korzyść działa język obrazów, lecz pointa nie zaskakuje. Racjonalnie podana, bez wysiłku, lekkim piórem.
Proza Stryjkowskiego to inteligenta, subtelne zakłamywanie rzeczywistości, osadzone w emocjach dnia codziennego. Czytelnik znajdzie w prozie Stryjkowskiego wszystko, co piękne. Słowa, obrazy, snucie nici klimatu. Aż nadto cudowne niż nam się widzi. Można nazwać prozę Stryjkowskiego grą. Autor napisał i oddał opowiadania Czytelnikowi. Ten zaś bez słowa pytania powinien zacząć podróż z bohaterami prozy. I poddać się strumieniowi wydarzeń.

Książka z własnych zbiorów

Ewa Szumowska , "Jaspijska Wola", Księgarnia Akademicka, Kraków, 2014 Nie tak dawno przedstawiałem, przy okazji wydania „Listy życ...